Nika's Korean Dream

When dreams come true~!

Ostatni miesiąc w Korei Lipiec 8, 2010

Filed under: Bez kategorii — nikkaya @ 5:56 am

A więc i w końcu doszło do tego! To już ostatnie dni mojego wygnania na Daleko-Wschodnich Ziemiach.
Ostatnio miałam egzaminy. Nie mam już więc swoich zajęć. Pozostała mi jedynie praca z dziećmi. Muszę przyznać, że przez ostanie trzy tygodnie trafiają mi się same wspaniałe, choć raczej niegrzeczne, studenciaki. Aż miło z nimi przebywać.
Moje towarzyszki niedoli, Z Rosji i Filipin, też powoli przygotowują się do powrotu do swoich domów. Korzystamy razem z uroków wolnego czasu. Mamy go teraz znacznie więcej. Staramy się odwiedzić miejsca, które chciałyśmy jeszcze zobaczyć. Nie ominą nas także ostatnie zakupy pamiątkowe…
Dni są dłuższe, gorętsze i bardzo duszne, ale jakoś dajemy sobie radę. Myślę, że przeżywamy głównie ze względu na wszechobecne air-conditionery.
A teraz zmykam. Czeka mnie koreański lunch!

 

Wybory Czerwiec 6, 2010

Filed under: Korea — nikkaya @ 1:36 am
Plakaty wyborcze

Plakaty wyborcze na ulicach Daegu.

We środę w Korei odbyły się wybory, podobnie jak teraz mają odbyć się w Polszy. Z tego powodu był to dzień wolny od pracy w całym kraju~! Tak, żeby każdy mógł zagłosować. A wybierano wiele osób na raz – ministra edukacji, zdrowia, nawet prezydentów miast – ponieważ kampania kosztuje. Praktyczni ci Koreańczycy.
Z tego względu wszędzie pełno było plakatów, ulotek oraz wozów wyborczych. Te ostatnie wyglądały dosyć osobliwie. Były to samochody z przyczepami, w których siedziały ubrane w uniformy kobiety (młodsze, starsze) i machały do przechodniów lub podrygiwały w rytm muzyki, puszczonej z głośników. Czasem w tych przyczepach można było zobaczyć samych kandydatów! A czasem zdażało się nawet, że takie samochody wyborcze można było spotkać w większej ilości, ale na tym samym skrzyżowaniu, tylko po przeciwległych stronach – ach, zażarta rywalizacja~!
Cóż, już po wszystkim. Spokój powrócił na ulice Daegu. A co w Polszy?

 

Buddyzm, Budda, Buddanika~! Maj 19, 2010

Filed under: Kultura,Medycyna,Wycieczki,Zwyczaje — nikkaya @ 2:00 pm
Koreańskie leki.

Leki wydawane w Korei Południowej - każda dawka wydzielona, należy zażywać trzy razy dziennie... Nawet nie wiem, co dostałam i dlaczego muszę brać je wszystkie na raz...

Otóż, jak już wspominałam, lekarze koreańscy, głównie Ci, z którymi miałam styczność, mają pewne własne opinie na temat zdrowia. Kolejny raz usłyszałam, że normalna temperatura człowieka to 37,4 C… Może oni mają rację, może rzeczywiście tak jest, a ja się mylę? Nie trzeba się przejmować i należy pracować dalej…? Ech, na szczęście zaczyna się lato – czas gorączki, ale spowodowanej upałem – więc nie będę już musiała doktorów odwiedzać. I tak się wykaraskałam ze swojej choroby. Dziękuję za leki z Polski i obiady :)

***

Drugi weekend maja spędziłam w Seulu na Uroczystościach Obchodów Urodzin Buddy, tzw. Festiwal Latarni. Przejażdżka z Daegu szybkim pociągiem KTX trwała dokładnie 1h i 50 min. Ludzi, jak to w Korei, pełno wszędzie, a tym bardziej na ulicach podczas święta. Można było poczuć się, jak w średniowiecznej Korei – wiele osób przebranych było w kostiumy z epoki. Damy dworu, wojownicy, królowa, uczeni i oczywiście mnisi, ale ci ostatni, to zawsze tak odziani chodzą.

Zabawa była przednia! Wszędzie porozkładane były namioty: “Kuchnia koreańska”, “Kopiowanie Sutry Młodości”, “Strój indyjski”, “Tworzenie swojego Buddy”, “Malowanie obrazu Buddy” i wiele innych, w których wypróbować było można swoje zdolności manualne i aktorskie (przymierzanie strojów z epoki i udział w ceremonii herbacianej). Wszystkie namioty pobierały niewielką opłatę. Ja zapisałam się na tworzenie lampionu. Otrzymałam wszystkie potrzebne materiały i… udało się! Stworzyłam piękny lampion w kształcie kwiatu lotosu. Potem wypróbowałam go, razem z moimi koleżankami, podczas pochodu wieczorem.

Lantenrn Festival

Festiwal Lampionów – Urodziny Buddy, Seoul 2010. Fragment pochodu.

Sama procesja, że tak ją nazwę, trwała chyba ze dwie godziny. Siedziałyśmy na przodzie i miałyśmy doskonały widok na wszystkich, którzy brali w niej udział. A było na co popatrzeć! Kobiety w hanbokah, mnisi buddyjscy, koreańscy grajkowie – wszyscy z lampionami. Na koniec pojawiły się wielkie konstrukcje zrobione z papieru ryżowego, przyklejonego do metalowego stelażu, o przeróżnych kształtach i kolorach! Mityczne stwory, smoki, boginie i bogowie, sam Budda – stojący, siedzący pod drzewem, na słoniu~! Smoki ziały prawdziwym ogniem, słonie ruszały trąbami, a feniksy dymiły… Niesamowite i niezapomniane przeżycie. No, i lampiony pozostały, jako pamiątka.

Otóż, jak już wspominałam, lekarze koreańscy, głównie Ci, z którymi miałam

styczność, mają pewne własne opinie na temat zdrowia. Kolejny raz usłyszałam,

że normalna temperatura człowieka to 37,4 C… Może oni mają rację, może

rzeczywiście tak jest, a ja się mylę? Nie trzeba się przejmować i należy

pracować dalej…? Ech, na szczęście zaczyna się lato – czas gorączki, ale

spowodowanej upałem – więc nie będę już musiała doktórów odwiedzać. I tak się

wykaraskałam ze swojej choroby. Dziękuję za leki z Polski i obiady :)

***

Drugi weekend maja spędziłam w Seulu na Uroczystościach Obchodów Urodzin Buddy,

tzw. Festiwal Latarni. Przejażdżka z Daegu szybkim pociągiem KTX trwała

dokładnie 1h i 50 min. Ludzi, jak to w Korei, pełno wszędzie, a tym bardziej na

ulicach podczas święta. Można było poczuć się, jak w średniowiecznej Korei -

wiele osób przebranych było w kostiumy z epoki. Damy dworu, wojownicy, królowa,

uczeni i oczywiście mnisi, ale ci ostatni, to zawsze tak odziani chodzą.

Zabawa była przednia! Wszędzie porozkłądane były namioty: “Kuchnia koreańska”,

“Kopiowanie Sutry Młodości”, “Strój indyjski”, “Tworzenie swojego Buddy”,

“Malowanie obrazu Buddy” i wiele innych, w których wypróbować było można swoje

zdolności manualne i aktorskie (przymierzanie strojów z epoki i udział w

ceremonii herbacianej). Wszystkie namioty pobierały niewielką opłatę. Ja

zapisałam się na tworzenie lampionu. Otrzymałam wszystkie potrzebne materiały

i… udało się! Stworzyłąm piękny lampion w kształcie kwiatu lotosu. Potem

wypróbowałam go, razem z moimi koleżankami, podczas pochodu wieczorem.

Sama procesja, że tak ją nazwę, trwała chyba ze dwie godziny. Siedziałyśmy na

przodzie i miałyśmy doskonały widok na wszystkich, którzy brali w niej udział.

A było na co popatrzeć! Kobiety w hanbokah, mnisi buddyjscy, koreańscy

grajkowie – wszyscy z lampionami. Na koniec pojawiły się wielkie konstrukcje

zrobione z papieru ryżowego, przyklejonego do metalowego stelażu, o przeróżnych

kształtach i kolorach! Mityczne stwory, smoki, boginie i bogowie, sam Budda -

stojący, siedzący pod drzewem, na słoniu~! Smoki ziały prawdziwym ogniem,

słonie ruszały trąbami, a feniksy dymiły… Niesamowite i niezapomniane

przeżycie. No, i lampiony pozostały, jako pamiątka.

 

Pokaż, co rysujesz…? Kwiecień 27, 2010

Filed under: Korea — nikkaya @ 12:50 am

Dni mijają pogodnie. Czas testów kończy się i znów mam torochę więcej czasu dla siebie. Praca w DGEV jest nawet miła, głównie dzięki moim studenciakom. Ostatnio jedna z grup, jaką się zajmowałam, postanowiła podziękować mi za wspólnie spędzony czas. Oto, co otrzymałam~!!

Czyż to nie urocze?

Sama też rysuję. Próbuję koreańskiego stylu – co jak co, ale jestem w Korei i wypadałoby zapoznać się głębiej z tutejszą sztuką – i trochę też improwizuję. Moje bazgroły, wyrwane ze szkicownika, prezentuję  poniżej.

Zaproszenie

Zaproszenie

Rozmowa

Rozmowa

Domy

Domy

Dziewczynka

Dziewczynka

Urzędnicy

Urzędnicy

Ulica

Ulica

 

Wiadomości w Korei Kwiecień 14, 2010

Filed under: Kultura,Polsza — nikkaya @ 3:49 am

W prasie i telewizji pojawiły się wzmianki na temat katastrofy samolotu z przedstawicielami rządu polskiego.  Wyszukałam kilka fotoreportaży na popularnej stronie koreańskiej Naver.com

Koreańskie napisy może są niezrozumiałe, ale można rozpoznać co i jak po zdjęciach (och, jak dobrze, że tam są). Podaję linka do newsa, którego tytuł w przybliżeniu mógłby brzmieć: Nieszczęście Polski, katastrofa przy miejscu Katyńskiej Masakry.

A oto strona z listą artykułów na temat Polski i Rosji odnośnie wypadku.

 

Daleko od domu Kwiecień 10, 2010

Filed under: Korea,Polsza — nikkaya @ 4:16 pm

Daleko od domu, łączę się  z Rodakami w żałobie.

Tutaj łatwiej jest przejść obojętnie nad tragedią, zapomnieć, że istnieją problemy. Tak, jak długo tu przebywam, nie interesowałam się sytuacją polityczną (żadnego) kraju (oprócz obu Korei).

Dowiedziałam się dzisiaj wieczorem. Osiem godzin różnicy między krajami. Nie mogłam uwierzyć. Usłyszałam to od moich rosyjskich koleżanek. Tym bardziej byłam zdumiona.

Myśl o powrocie do mojej Polszy niepokoi mnie. Czy będzie to nadal to samo miejsce? Zginęło tyle osób…

~ ~ ~

Łączmy się w żałobie
Niewiarygodna katastrofa w Smoleńsku
wstrząsnęła nami wszystkimi.
Ta nagła śmierć
całkowicie zmieniła perspektywę,
z której patrzymy na ludzi,
spory polityczne i partyjne,
nawet na siebie.
Ta śmierć brutalnie przypomniała
o przemijalności spraw,
które czasem traktujemy tak,
jakby miały trwać wiecznie.
Hałas niedawnych sporów
zastąpiło milczenie,
które narzuca śmierć.

Łączymy się w żałobie
z całym narodem,
który stracił Prezydenta.
Ze zgromadzonymi
przy katyńskich grobach
łączymy się w modlitwie za zmarłych,
za Prezydenta Rzeczypospolitej,
jego małżonkę,
za ostatniego prezydenta RP
na uchodźctwie,
za biskupa polowego
i wszystkich, którzy zginęli,
za ich bliskich
a także  za Polskę,
bowiem ta katastrofa to wstrząs
i poważna próba dla Polski
i naszego życia publicznego.

Ks. Adam Boniecki
Źródło: http://tygodnik.onet.pl/14,449,katastrofa_w_smolensku,temat.html

 

How do you do? Yes, I how. Kwiecień 7, 2010

Filed under: Korea — nikkaya @ 8:09 am
Plac zabaw DGEV.

Plac zabaw na terenie DG English Village. Miejsce mojej part-time job.

Koreańska przygoda trwa dalej. Koreańska przygoda, ale obficie okraszona angielskim. Studenci, których miałam w poprzednim semestrze mieli raczej znikome zdolności w posługiwaniu się tym językiem. W moim wieku, bądź starsi – deklarowali swoją gotowość do wyjazdu za granicę, najlepiej do USA. Cóż, mogłam jedynie obiecać, że postaram się pomóc najlepiej jak potrafię. Jednak, mistrz zdziała niewiele, gdy uczniowie pozbawieni są chęci.
Musiałam więc zrezygnować ze swojej misji. Na szczęście, na scenę wkroczyli profesorowie. Oprócz pomocy naukowej, służyłam im także jako swego rodzaju psycholog. Koreańczycy, jak już wiele razy pisałam, są specyficzni – poniżej wyjaśniam.
Moimi studentami byli teraz profesorowie i pracownicy biura Collegu, w którym studiuję. Ludzie w wieku 35~50, głównie płci męskiej. Wiele razy wysłuchiwałam od nich podobnych historii – perypetie małżeńskie. Dlaczego, pytałam samą siebie, zwierzają się dwudziestoparoletniej dziewczynie z zagranicy?? Bo Koreańczycy, a zwłaszcza mężczyźni, nie rozmawiają o takich sprawach między sobą.  Boją się wyśmiania lub uznania przed swoimi przyjaciółmi, że mają problem. Jako osoba z zewnątrz, nie mająca nic wspólnego z ich środowiskiem, byłam, być może, odpowiednim doradcą. Szukali u mnie porad, których dać im nie mogłam, ale zawsze chętnie wysłuchiwałam co mieli mi do opowiedzenia – dwa w jednym (!), terapia i nauka angielskiego. Przynajmniej tyle z mojej strony. Nigdy, jednak nie prosiłam, żeby mi się zwierzali, trochę to temat krępujący, jak na rozmowę podczas lekcji angielskiego…

Studenciki

Moje studenciki z DGEV.

Wraz z nowym semestrem, przyszła też i zmiana trybu pracy. Zajmuję się teraz dziećmi w wieku szkolnym. Dużo lepiej, chociaż niezbyt dobrze, znają angielski. Nie mają też problemów małżeńskich, no, może tylko trochę przepracowane są (ale o tym w innym poście o szkolnictwie w Korei). Mam za to dużo zabawy, a dzieci w rozkoszny sposób potrafią docenić starania nauczyciela – nie mówię tu o cukierkach (których i tak pełno dostaję od nich co dnia), ale o ich zadowoleniu i dumy z tego, że ich nauczycielem jest ta a nie inna osoba. Hmm, staram się jak mogę ;)

“This is this one! This one! Nika Teacherrrr~!” wołają, a później zbiegają się wokół i proszą o wpis do książeczki (nie wiem dlaczego koreańskie dzieci mają bzika na punkcie autografów…?).
Dzieci są urocze, ale dorośli tutaj też są czasem zabawni. Miałam jedną dziewczynę, która pracowała w biurze.  Z początku myślałam, że nie darzy mnie sympatią, ale po przełamaniu pierwszych lodów, okazało się, że jest całkiem miła. Jedyną przeszkodą była znajomość angielskiego. Nasze rozmowy polegały na “opowieściach”, w których główną narrację stanowiły jedynie trzy zdania.
1. “Is me.” dodatkowa gestykulacja.
2. “Is me an’.” tutaj zdjęcie.
3. Bardziej rozbudowane “Is me an’ me an. A, me”.
Ale i tak ją lubiłam. Mimo niezbyt rozbudowanej treści, dobrze się bawiłam podczas naszych trzydziestominutowych konwersacji.
A teraz idę, gonić za moimi małymi studentami!

 

I co mam z tym papierkiem zrobić? Marzec 29, 2010

Filed under: Korea,Kultura,Strachelki — nikkaya @ 7:50 am

W Korei wiele rzeczy mnie szokuje, ale najbardziej chyba zadziwia mnie zapał Koreańczyków do pakowania produktów. Ta sama “mania” opakowania jest i w Japonii – ładne, czasami nawet ładniejsze od tego co jest w środku. Inaczej jest z kimonami – często z wierzchu nie prezentują się tak okazale, jak podszewka. Ale nie o ubraniach miałam mówić. Opakowania – kartony, folie, plastik – to najpopularniejsze. Drożdżówka, według Koreańczyków, potrzebuje kilku warstw folii, żeby uchronić ją od wyschnięcia i brudu. Ciasteczka czy czekoladki nie pozostaną bez dodatkowego wsparcia kartonowego pudełka, chociaż w środku będzie tylko kilka sztuk smakołyka.

Ciasteczka Kosomi.

Ciasteczka "Kosomi" firmy Orion w ekologicznym opakowaniu.

Bardzo schludnie się prezentują, producenci dbają o design. Jednakże ich urok mija, gdy są już bezużyteczne i lądują na ulicy, dosłownie.
Jak wspominałam wcześniej, w Korei jest niedobór koszy na śmieci. Toteż odpadki składowane są na chodniku. Wszędzie.

Ulica w Korei.

Jedna z ulic w Daegu.

 

Procenty Styczeń 27, 2010

Filed under: Korea,Kultura — nikkaya @ 6:53 am

Bong Bar i Mr Kimchi

Bong Bar i Mr Kimchi (zdjęcie by Markus)

Imprezowanie w Korei jest bardzo lekkie i przyjemne. Każda wizyta w klubie kończy się jednakże na pozbyciu się co najmniej 20~30 dolarów. Większość lokali uzyskuje swój dochód także z opłat przy wejściu. Muszę przyznać się, że jako kobieta, i to kobieta z zagranicy, nie muszę jej uiszczać.
Miejsca rozrywki można podzielić na trzy typy: bary, kluby i kluby nocne. Te ostatnie nie są przeznaczone dla takich delikatnych osóbek, jak ja ;)

  • Bary, jak bary – jest lada, miejsce do siedzenia, barman… tylko czasem nazwa lokalu odbiega niejako od stylu – Rock&Jazz Bar okazał się trochę bardziej niż mniej popowy. Cóż, Koreańczycy są specyficzni. Jak zwykle.

  • Kluby – jest ich wiele, ale tylko niektóre odpowiadają standardom europejskim. Większość z nich jest wypełniona po brzegi ludźmi! Widziałam już niejedno i wiem, że klub ŁubuDubu w Polszy nijak ma się do podobnych w Korei! Z trudem można przejść, jeżeli w ogóle jest to możliwe, a tym bardziej oddychać. Nie dziwota, więc, że większość obcokrajowców spotkać można co tydzień w tych samych miejscach – Old Skool Bar, Ping, Urban, Go Go Vinyl. Od tych zapełnionych Koreańczykami trzymają się z daleka.

Ech, Koreańczycy, jak już coś robią, to robią grupowo, w dużych grupach i wszyscy na raz…

  • Hmm, nie powiedziałam jeszcze o Night Club‘ach. Są to lokale głównie dla mężczyzn. Wbrew pozorom, nie odbywa się tam nic co mogłoby gorszyć. Z tego co słyszałam, spotykają się tam głównie biznesmeni, ludzie trochę bardziej zamożniejsi, na rozmowy i zabawę. Kobiety, oczywiście, wchodzą za darmo. Dalsza historia jest, jednak, nieco inna. Dziewczyny mogą przyjść w grupach, dla własnej przyjemności pogawędzenia. Gdy jednak jakiś mężczyzna zainteresuje się którąś, może poprosić kelnera, aby ten przyprowadził do niego wybrankę, by porozmawiać, poznać się i zaproponować jej drinka. Ot, niby nic zdrożnego, ale jeżeli uda się jej poprzebywać z nim dłużej, przy wyjściu z lokalu otrzymuje zapłatę (sic!). Nic nie musi robić, co miałoby pozbawić ją moralności, tylko towarzyszy mężczyźnie w rozmowie, urozmaicając mu pobyt w klubie, zachęcając tym samym do przedłużenia wizyty i zamawiania więcej drinków. Stąd zarobek – procent od koktajli.

Dla mnie, już sama myśl wydaje się niepoprawna. Jak to możliwe, że Koreańczycy ze swoją pruderią i nieśmiałością, mogli wymyślić coś takiego? Jest to nader zastanawiające, tak samo jak fakt, że Koreanki ubierają się bardzo wyzywająco, ale i tak wyglądają niewinnie.

Co warto wiedzieć jeszcze o klubach? Czasem łazienki okazują się być połączone z niewielkim pokojem, w którym można się zrelaksować, poprawić makijaż, a nawet umyć zęby (jednorazowe szczoteczki!). Jest to bardzo wygodne, szczególnie, gdy ma się na nogach buty na wysokich obcasach – mówię o siedzeniu w wygodnym fotelu, a nie szorowaniu butów szczoteczkami!

 

Noworocznie grudniowo-styczniowo Styczeń 21, 2010

Filed under: Korea,Kultura,Wycieczki — nikkaya @ 6:24 am

Jak szybko można się postarzeć? Jak szybko może komuś przybyć dwa lata? Odpowiedź brzmi: szybko! A dokładniej – pięć miesięcy. Tyle czasu jestem w Korei Południowej. Na początku, gdy przyjechałam, automatycznie dodano mi jeden rok. Od stycznia jestem starsza o dwa lata! Szaleństwo! A nie prawda! Koreańczycy inaczej liczą wiek. W momencie narodzin noworodek ma jeden roczek. Do tego miesiąc nie jest istotny, tylko rok. Zamiast 23 mam teraz 25 lat – cudownie… Mam po co wracać do Polszy – odmłodnieję.

Wycieczka z Przemkiem minęła zbyt szybko. Zobaczyliśmy tyle ciekawych miejsc, przeżyliśmy tyle ciekawych wydarzeń, że zapamiętamy ją jako jedna z najlepszych naszych wspólnych wypraw po świecie. Może to kiedyś jeszcze powtórzymy. Japonia, jednak jest bardzo droga i raczej nie prędko tam wrócimy…

Japońśkie sklepiki.

Japońskie sklepiki.

Kyushu jest piękną wyspą. Wizyta w ASO Farm należała do jednych z moich największych przyjemności – SPA było niesamowite. Baseny znajdowały się na zewnątrz, woda pochodziła z naturalnych źródeł, a niektóre zbiorniki wypełnione były wywarami z rumianku, lawendy, rozmarynu, mięty i wiele innych. Było cudownie!

Wypełnione ciszą świątynie, urokliwe uliczki i niebezpieczne wulkany – tak opisać można specyficzną urodę Japonii.

Szalona podroż skuterem po Kyongju, dawnej stolicy Korei, będzie moim radosnym wspomnieniem. Nie wiem dlaczego przejażdżka jako pasażer na otwartym pojeździe dała mi tyle radości, ale cieszyłam się niesamowicie, mijając zabytkowe miejsca, obserwując mijający nas pejzaż, jak też mijające nas samochody! Uch, niebezpieczne! ;)

Sylwester w Seoulu nie był tak zachwycający, jakby można było się spodziewać po jednej z azjatyckich stolic. Nie było w ogóle fajerwerków, tylko kilka niewielkich sztucznych ogni… i to w samym centrum zabawy! Ale to nic, rozczarowanie wyleczyliśmy w niewielkim Bong Bar. Grupa obcokrajowców i właściciel, Mr Kimchi, zajęła cały lokal dla siebie :) znakomita zabawa do siódmej rano!

Co Przemek mógł zapamiętać z całej wycieczki? Oczywiście jedzenie! Zawsze powtarza mi, że uwielbia poznawać kraj poprzez smaki. Tak najlepiej można wczuć się w dany naród. A w Korei Południowej jest aż zanadto nowych potraw! Nie udało nam się spróbować wszystkiego, nie udałoby się to nawet, gdyby Przemek spędził tutaj jeszcze trzeci tydzień. Starałam się, jak mogłam, by zakosztował najbardziej charakterystycznych potraw, z junky food włącznie. Nika też z tego korzystała – nie na co dzień je się mięso karbi czy słynne bulgogi.

Ach, jestem głodna. Czas na lunch.

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.